środa, 2 marca 2016

2. Każdy ma drugie oblicze.

Witam Was serdecznie.
Cudem wyrobiłam się w terminie. Jak zwykle, po drodze wypadło mi wiele różnych rzeczy, przez które byłam uziemiona z pisaniem.
Mam nadzieję, że rozdział przypadnie Wam do gustu, choć będzie nieco spokojniejszy. :)
Chcę również podziękować odwiedzającym i komentującym. 
Dajecie mi motywację i siłę. :)
INFO:
W zakładce "Pytania do..." pojawił się pierwszy bohater - James Potter.
Jeśli jesteście czegoś ciekawi, to Rogacz na pewno udzieli Wam satysfakcjonujących odpowiedzi. :)
Z następnym bohaterem (który jest wybierany losowo) spotkacie się 1.04. 
Mam nadzieję, że pomysł się przyjmie! :)
 

Zapraszam na rozdział. :) 



    Dormitorium dziewcząt klasy VII, jak co roku po przerwie wakacyjnej, było jedną wielką stajnią Augiasza. Na podłodze leżały do połowy rozpakowane kufry, łózka zapełnione były ubraniami, a w łazience co chwila przybywało rozmaitych kosmetyków. Zawsze panowała w nim radosna atmosfera, jednak tym razem było inaczej. Zmianę spowodował miesięczny szlaban zafundowany przez dwóch Huncwotów. Ciemnowłosa dziewczyna ciskała przekleństwami i denerwowała się, że nie wychodzą jej najprostsze zaklęcia, które z pewnością ułatwiłyby jej rozmieszczenie swoich rzeczy w szafie i półkach.
- Emily, uspokój się. Tak nic nie zrobisz. Loco vestimenta! - drobna blondynka machnęła różdżką, a po dłuższej chwili wszystkie ubrania koleżanki znalazły się na swoim miejscu. - Jakoś przetrwacie, może McGonagall jutro da sobie wytłumaczyć, co tak naprawdę zaszło? - czarnowłosa spojrzała na nią, unosząc brew.
- Jas, chyba sama w to nie wierzysz. Jestem zła! Ba, jestem wściekła! Dopiero co przyjechaliśmy do szkoły, a przed tych idiotów będę musiała co wieczór spędzać dwie upojne godziny w towarzystwie tego upiornego kociska... - Emily opadła ciężko na łóżko, a jej długie włosy rozsypały się na poduszkach. Była bajecznie piękna nawet, gdy się złościła. - Do tego przez całe wakacje pisałam z Liamem...
- Ach! - pisnęła cicho Bell. - To ten przystojniak z Hufflepuffu?
- Tak.
- Ile on ma lat?
- 19, przecież wcześniej był w Beauxbatons, mimo, że wygląda nieco starzej, mi to w zupełności nie przeszkadza. - rozmarzyła się Addams i usiadła na łóżku. - Jest cudowny, aż mi gorąco na samą myśl. Wiesz, umawialiśmy się na tę sobotę, na 17-tą... Ale oczywiście ci kretyni musieli zniweczyć moje plany!
- Uspokój się, zawsze możecie spotkać się wcześniej, najwyżej odprowadzi Cię na szlaban.
- A wiesz, że to niezła myśl? Już wyobrażam sobie te spojrzenia...
- Zawsze miałaś najprzystojniejszych kolegów... Nikt nie będzie zdziwiony. - mruknęła Bell z ponurą miną.
- O czym mówicie? - spytała Lil, wychodząc z łazienki.
- O tym, że Twój chłopak wszystkim psuje plany. - powiedziała Emily i wytknęła język. Rudowłosa zmarszczyła brwi.
- Jaki chłopak?
- POTTER! - krzyknęły dwie gryfonki. Po chwili Evans chwyciła w dłonie poduszki i zdecydowanie cisnęła nimi w koleżanki. Addams z łoskotem spadła na podłogę.
- Po dzisiejszym dniu tyłek mi odpadnie od tych upadków, nie daruję Ci, Lilyanne! WOJNA!
    Po chwili dormitorium dziewcząt klasy VII wypełniło się piskami i śmiechem, a pod sufitem fruwało pierze. Atmosfera po nabytym szlabanie bardzo się rozluźniła i żadna z nich nie pamiętała już tego, że od jutra przez cały, okrągły miesiąc czeka je mordęga. Najcięższy rok szkolny, dodać spotkania z McGonagall - z tego nie mogło wyjść nic dobrego.
***
    James Potter siedział przy biurku i po raz kolejny zgniótł pergamin wyrzucając go w najdalszy kąt pokoju. Próbował napisać cokolwiek do Lily, bo wiedział, że na nic  się zdadzą jego przeprosiny twarzą w twarz. Nie w takim momencie. Była na niego zbyt wściekła. I słusznie. Niepotrzebnie wciągnął ją i jej koleżanki w miesięczny szlaban u Minervy. Nie za dobrze rozpoczął ostatni rok szkolny, a postanowił sobie, że tym razem będzie inaczej.
- Nie zadręczaj się, naważyłeś piwa, to musisz je teraz wypić... - powiedział roztropnie Remus, przyglądając się wewnętrznej walce przyjaciela z rozbawieniem.
- Łatwo Ci mówić, to nie Tobie zagroziła śmiercią. - James skrzywił się, kiedy na pergamin zleciała kolejna kropla atramentu, tworząc na nim okropnie wyglądającego kleksa.
- Masz rację, bo mnie tam nie było. Jeżeli tak Cię to gryzie, to ją jutro przeproś, ale nie wysyłaj jej teraz żadnych liścików, bo to ją tylko dodatkowo rozzłości.
- Panowie! - do dormitorium wpadł rozemocjonowany Black. - Mary mówiła, że pod portretem Grubej Damy siedzi Smarkerus i nie odejdzie, póki Lily z nim nie porozmawia! Robimy coś?
James zerwał się na równe nogi, rozlewając tym samym atrament na biurko. Zaklął pod nosem.
- Potem to posprzątam... - machnął ręką. - Jak to co robimy, idziemy, nie? - spojrzał na Lupina i kiwnął na niego palcem, ruszając w dół schodów. - Gdzie Glizdek?
- W Pokoju Wspólnym, gra z pierwszorocznymi w szachy na słodycze. - zaśmiał się Black.
- Cały Peter... - mruknął Remus. - Jasmine go zabije, jak to zobaczy...
Usłyszeli podniesione kobiece głosy. Rogacz zobaczył Lily ubraną w zwiewną piżamę, próbującą zakryć swoje atuty szlafrokiem. Zrobiło mu się gorąco na ten widok, a Syriusz położył mu rękę na ramieniu.
- Stary, teraz rozumiem Twoje starania.
- Nigdy więcej tak nie mów! - obruszył się James, obserwując dziewczynę.
- Idziemy za nią? Dowalimy Smarkowi!
- Czekajcie! - powstrzymał ich Potter. Spojrzeli na niego, jakby co najmniej przyznał, że jest sklątką tylnowybuchową. - Snape nic jej nie zrobi, teraz będę miał okazję do przeprosin, rozumiecie? Pocieszę ją.
- James, jeśli naprawdę chcesz mieć szansę u Lily, to musisz w końcu dorosnąć. Twoje metody są na poziomie przedszkola. - powiedział stanowczo Remus.
- Na poziomie czego? - Rogacz wytrzeszczył oczy na przyjaciela.
- Och, nieważne. Chodziło mi o to, że takim dziecinnym zachowaniem jej nie zdobędziesz. To nie jest zwierzątko, które można przekupić.
- To co on niby ma robić, jak ona nie chce mieć z nim nic wspólnego? - spytał Syriusz. - I co Ty w ogóle możesz wiedzieć o sprawach damsko-męskich? To prędzej ja mogę być dla niego autorytetem w tej kwestii.
- Jasne, wiem, że nie jestem żadnym autorytetem, ale znam Lily najlepiej z Was wszystkich. Póki co, Twoje metody zawodziły, Łapo. Moim zdaniem James powinien na trochę odpuścić.
- To znaczy... Nie rozmawiać z nią, nie zapraszać na randki i tak dalej? To swego rodzaju tradycja! - przeraził się Potter.
- Nie podchodzić, nie rozmawiać, nie patrzeć, nic nie proponować, nie robić jej kawałów. Po prostu przemyśl sobie, czy chcesz dalej dręczyć tę biedną dziewczynę, czy naprawdę chcesz zrobić coś poważnego w jej kierunku, bo jeśli tak, to czas dorosnąć. - Lupin sam był zaskoczony swoimi słowami. Pozostałych Huncwotów aż zatkało. - A teraz wybaczcie, nie będę tu ślęczeć pół wieczora, nie chcę patrzeć na to, jak po raz kolejny jej dołożysz.
    James ściągnął brwi. Syriusz narzekał do niego na Remusa, próbując go pocieszyć, ale znowu, po raz drugi dzisiejszego dnia nic do niego nie docierało. Stał na wprost przejścia na korytarz i wpatrywał się w nie z poważną miną. Nikt jeszcze mu tak tego nie uzmysłowił. Na pewno będzie nadal walczył, ale fakt, może czas przybrać inną metodę? Tego jeszcze nie próbował. Drzwi uchyliły się i przeszła przez nie rudowłosa dziewczyna z ogromnymi wypiekami na twarzy. Nie starała się nawet zakryć szlafrokiem swojej krótkiej piżamy. Spojrzała gniewnie na Jamesa, który stał na przeciw niej.
- Odsuń się! - krzyknęła i odepchnęła go dłonią. Rogacz złapał ją za rękę, zwracając na siebie uwagę paru osób znajdujących się w Pokoju Wspólnym.
- Zrobił Ci coś? - spytał, patrząc jej uważnie w oczy. Dziewczyna stanowczo wyrwała się w jego uścisku i wbiła w niego oskarżycielski wzrok.
- Nie, a już na pewno nie jest to Twoja sprawa. Póki co, to przez Ciebie mam same problemy! I taki zadowolony jesteś, że razem z Marleną i Emily cały miesiąc musimy spędzać w Waszym - zmierzyła jego i Syriusza lodowatym spojrzeniem. - towarzystwie?! Zrobiłeś ze mnie pośmiewisko na cały Hogwart, nie po raz pierwszy zresztą, a teraz, kiedy będziemy musieli zapieprzać na OWUTemy, to dowaliłeś nam w prezencie codziennie dwie godziny z McGonagall! SZCZĘŚLIWY?! - ryknęła. - Idź puszyć się gdzie indziej, byle jak najdalej od mojej osoby, bo ściągasz tylko nieszczęścia. Jeżeli jeszcze raz...
- Masz rację, jestem człowiekiem, który rozwala Ci spokój. Przepraszam. - przerwał przybierający na sile monolog, odwracając się na pięcie. Spokojnie odchodził w stronę schodów do męskiego dormitorium wprawiając w osłupienie Lily i Syriusza, który przyglądał się kolejnej scenie Evans z rozbawieniem.
- Ja z Tobą nie skończyłam! - krzyknęła oddychając ciężko, ale odpowiedziało jej jedynie głośne trzaśnięcie drzwiami. - A Ty co tak się gapisz, Black?!
- Ładna piżamka. - mrugnął, śmiejąc się w głos.
- Uch! Jak ja Was wszystkich nienawidzę!!!
***
    
 
     Emily Addams przemierzała korytarze, zbliżając się do celu, którym były błonia Hogwartu. Długie, ciemne włosy pozostawiła rozpuszczone, założyła granatową sukienkę przed kolano, która nadawała głębi jej szlachetnie błękitnym oczom. Na ramiona narzuciła beżowy płaszcz, w którego kieszeń włożyła małą butelkę wody i różdżkę. Rozmyślała o swojej nudnej przeszłości. Miała paru chłopaków, ale nie były to poważne znajomości. Mimo całkiem niezłego powodzenia, nie umiała sobie znaleźć kogoś na stałe. Na końcu poprzedniego roku szkolnego pierwszy raz rozmawiała z Liamem Lewisem. Wtedy obiecała sobie, że chce mieć tego chłopaka na wyłączność. Jeden, jedyny raz, męski uśmiech rozmiękczał ją do granic, ale nie pokazywała tego. Zdawała sobie sprawę, że również wpadła mu w oko, dlatego zamierzała jak najszybciej to wykorzystać. Miała nadzieję, że w wakacje uda im się spotkać, ale całkiem niespodziewanie wyjechała wraz z rodzicami do rodziny w Nowej Zelandii. Musiała zadowalać się jedynie korespondencją. Przesyłali sobie listy i szalone zdjęcia. Z rozmyślań wyrwał ją jego widok. Dostrzegła go. Stał przy drzwiach, nerwowo poprawiając blond włosy. Miał na sobie jeansy i zwykłą koszulkę, na to założył marynarkę. Wyglądał obłędnie. Poczuła, jak mocniej bije jej serce, choć nie dała tego po sobie pokazać. Podeszła do niego, uśmiechając się szczerze.
- Hej.
- Cześć. - objął ją delikatnie, składając na jej policzku pocałunek. Jego niebieskie oczy lustrowały ją od stóp do głów. - Ślicznie wyglądasz.
- Dzięki. Jesteś wcześniej! - powiedziała entuzjastycznym tonem, zadzierając głowę do góry. - Myślałam, że to ja będę na Ciebie czekać, zawsze mam tendencję do przychodzenia 20 minut przed czasem.
- To tak jak ja. - zaśmiał się Liam.
- Zawsze byłeś taki wysoki? - spytała zalotnie, obserwując jego dołeczki w policzkach. - Czy przez te wakacje tak się wyciągnąłeś?
- Hm, zawsze nie. Od roku, mam nadzieję, że już niezmiennie, osiągam metr dziewięćdziesiąt trzy. To co, spacer po błoniach?
- Jasne, tak, jak się umawialiśmy. - Liam pchnął drzwi i zaproponował dziewczynie ramię. Po chwili poczuli lekki powiew wiatru. Niebo było pochmurne, ale na dworze mimo to było ciepło. Przed nimi rozciągał się cudny widok, ukazujący góry i jezioro między nimi. - To co przeskrobałaś, że masz szlaban?
- Skąd podejrzenie, że to ja? - obruszyła się na niby.
- Bo nie dostaje się kary za nic. - zaśmiał się Lewis, odsłaniając swoje proste, białe zęby.
- Mylisz się. Żebyś wiedział... Tym razem padłam ofiarą cholernego żartu. Wyobraź sobie, wracam z dziewczynami z kolacji, idziemy skrótem, tym, którym WSZYSCY chodzą, ale wtedy idziemy akurat my... Gasną pochodnie, słychać męskie głosy i nasz pisk. Nagle czuję, jak obrzydliwa, kleista maź pokrywa moje ciało, ktoś mnie pcha, po czym wpadam na najbardziej znienawidzoną przeze mnie osobę...
- To znaczy? - spytał zaskoczony blondyn.
- Na Blacka! I w ogóle wszyscy się sklejamy. Na to wpada na nas McGonagall, ona również się skleja, ten idiota Potter próbuje z nią negocjować, czym ją denerwuje jeszcze bardziej, więc zamiast tygodnia zafundował nam miesiąc szlabanu od dziś włącznie. - Addams załamała ręce. - No wyobrażasz to sobie?
- Szybko Ci minie, zawsze możecie się jakoś odwołać, padłyście ofiarą żartu Waszych kolegów, także Was to nie powinno dotyczyć. Spróbuj, nic nie stracisz. Przecież Cię nie zje. - mrugnął do niej.
- Zmieńmy temat, nie chcę sobie psuć humoru... Widziałeś już swój plan?
- Nie, McBerry ma go rozdać dopiero podczas kolacji, gdzieś zawieruszyła karteczki, jak co roku. A czemu?
- Mamy razem prawie połowę zajęć. Całe szczęście ze Ślizgonami tylko jedną lekcję w tygodniu. - powiedziała z uśmiechem.
- Serio? To świetnie! Jeżeli chcesz, możemy w tym roku siadać razem. O ile już nie masz pary. - spojrzał na nią, pochylając głowę w jej kierunku. Machinalnie odgarnęła włosy do tyłu, odsłaniając smukłą szyję.
- Nie mam, w moim przypadku to całkiem normalne.
- Uff, kamień z serca... - szybko jednak zreflektował się, widząc minę Addams. - Chodzi mi o to, że to świetnie się składa, bo będziemy mogli spędzić więcej czasu razem.
- Tak, tak. Po prostu myślisz sobie, że jestem zimna, nieczuła, wredna i nikt nie chce się ze mną zadawać. - zaśmiała się wdzięcznie, po czym potknęła się o wystający kamień, blondyn roześmiał się życzliwie, podtrzymując ją w talii. - Bardzo śmieszne, odkąd skończyły się wakacje prześladuje mnie jakiś pech. Ciągle upadam albo się potykam... Z niecierpliwością czekam na pierwszą wizytę w Skrzydle Szpitalnym...
   
 
      Liam przyglądał się Emily, przekrzywiając twarz. Z pozoru faktycznie mogła wydawać się wręcz wyrachowana i samolubna, jednak to tylko sprawiane pozory. Kiedy z nią rozmawiał, była jak anioł. Jej dźwięczny śmiech pozostawał mu w głowie układając jedną z piękniejszych melodii, jaką miał okazję usłyszeć. W tym momencie roztaczała wokół niego czar, który zauważył od pierwszego momentu, gdy dwa lata temu dołączył do Hogwartu. Była niebywale piękną dziewczyną i mało kto przechodził obojętnie obok jej urody. Do tego ten głęboki głos brzmiał tak cudownie, kojąco. Był jak balsam dla jego duszy. Dotarło do niego, że mimo, iż znali się tylko z wakacyjnej korespondencji, poznał ją bardzo dobrze. Na tyle dobrze, że zaintrygowała go i pragnął chłonąć jej obecność w każdej wolnej chwili. Spojrzał, jak ciemne kosmyki przysłoniły jej oczy.
- Na co tak patrzysz? - spytała, pesząc się. Liam zbliżył dłoń do jej twarzy i odgarnął włosy z czoła. Brunetka zarumieniła się lekko.
- Nie na co, a na kogo. - uśmiechnął się, znów ukazując te urocze dołeczki w policzkach. - Na Ciebie patrzę, jesteś piękna, Emily. Dzięki, że zgodziłaś się na dzisiejszy spacer.
***
    Na pierwszym piętrze, pod gabinetem profesor McGonagall, czekała czwórka Gryfonów w podłych nastrojach. Powoli dochodziła 18:00, godzina szlabanu. Jedynie Syriusz próbował nieco rozładować atmosferę, co nie bardzo mu wychodziło. Nikt nie chciał nawet na niego patrzeć, w efekcie czego wyszedł na durnia i obraził się, odwracając głowę w przeciwną stronę. Dostrzegł tam coś niebywałego. Jego koleżanka z klasy, Emily, rozmawiała z pewnym Puchonem, rumieniąc się i spuszczając wzrok. Nie widział jej takiej nigdy wcześniej, choć dosyć często można było spotkać ją w towarzystwie płci przeciwnej. Na jego ustach zagościł podstępny uśmiech. Może łatwo odwdzięczyć się za te wszystkie chamskie słówka, jeśli tylko chce. Nadarzyła się idealna okazja! Ale... Coś go w środku zatrzymało, postanowił poobserwować ich jeszcze chwilę, a kawał obmyślić na zimno. Patrzył, jak ten cały Liam wierzchem dłoni dotyka jej dłoni, jak obejmuje ją, składa na policzku pocałunek i odchodzi, mówiąc coś, co tylko ona słyszała. Widział, jak brunetka czeka, aż chłopak zniknie za rogiem, po czym obraca się wokół własnej osi, uśmiechając się promiennie.
- Widziałaś to? - spytała Marlena wybałuszając oczy.
- Niestety tak, taka to ma szczęście... - westchnęła Lily. James zdusił w sobie chęć spojrzenia na nią. Nadal uparcie wpatrywał się obojętnie w obraz przedstawiający zastawę stołową, choć kosztowało go to wiele energii.
- McGonagall się wkurzy, jak zobaczy jej strój na szlaban, zobaczysz. - syknęła McKinnon, uśmiechając się wrednie. - Szkoda takich ciuszków.
- To jej sprawa, nie wtrącajmy się. W razie co, to na niej Kocica skupi swój gniew i tyle. - powiedziała Lily, poprawiając pasek w spranych jeansach.
- Eureka! W końcu powiedziałaś coś mądrego! - krzyknął, klaskając z uciechą Syriusz. - Już myślałem, że nie doczekam tego w tej szkole.
    Ruda gniewnie obróciła się w jego stronę i zamierzała coś odpowiedzieć, gdy nagle zza rogu wyszła opiekunka Gryfonów. Rysy twarzy napięły jej się, gdy spojrzała na Łapę i Rogacza. Bez słowa otworzyła swój gabinet i wpuściła do niego uczniów. Wszyscy czekali z obawą na to, co będą zmuszeni robić przez okrągły miesiąc. Minerva przypatrywała się każdemu z osobna, milcząc. Wskazała im wolne miejsca do spoczęcia, po czym sama usiadła za biurkiem.
- Długo wczoraj myślałam nad tym, co z Wami zrobić. Szkoda mi tych biednych dziewczyn, które wplątaliście w swój kawał. - James spuścił głowę i przypatrywał się swoim butom. - Zrobię to pierwszy i ostatni raz. Potter, Black, co proponujecie? Macie jakiś pomysł na odbycie swojej kary?
    Trzy dziewczyny z niedowierzaniem popatrzyły na opiekunkę domu. Nie wiedziały, do czego ona dąży, ale były zdziwione jej postępowaniem. Syriuszowi lekko opadła szczęka, przyzwyczajony był do najbardziej wycieńczających szlabanów, na które McGonagall posyłała ich bez słowa, a teraz?
- Pani Profesor, one nie mają z tym nic wspólnego, chciałbym, by nie musiały mieć tego szlabanu. To nie ich wina, znalazły się w niewłaściwym miejscu i w niewłaściwym czasie. - powiedział James, obserwując reakcję McGonagall.
- Cóż, Potter. Wydaje mi się, że to niemożliwe. - po sali przebiegł pomruk niezadowolenia. - Może to Was wszystkich czegoś nauczy. Zaczęliście siódmy i zarazem najważniejszy rok nauki w Hogwarcie. Czeka Was ciężka praca, by osiągnąć dobre stopnie na egzaminach końcowych, wszak OWUTemy dają możliwość kontynuowania dalszej nauki i zdobycie wymarzonego zawodu. Z tego, co wiem, chcieliście być aurorami. Prawda, chłopcy? - opiekunka spojrzała na wychowanków spod okularów. - To trzeba się wziąć do roboty! Wasze dotychczasowe "osiągnięcia", których przez ostatnie sześć lat było wystarczająco dużo, zapewnią Wam wątpliwie honorowe pierwsze miejsce największych urwisów w tej szkole, zapewniam. Nie sądzicie, że czas dorosnąć? Zwłaszcza w dobie nadchodzącej wielkimi krokami wojny? Zastanówcie się, na Merlina!
    Uczniowie spojrzeli po sobie. Żadne z nich nie spodziewało się tego, że przyjdzie im wysłuchiwać kazania.
- To porozmawialiśmy sobie. Przemyślałam sobie wczoraj całą tę sytuację dokładnie. Mogę Wam zmniejszyć karę do dwóch tygodni. Wszystkim. Jest jeden warunek. Izba Pamięci ma lśnić, tam będziecie sprzątać. - Lily ukryła twarz w dłoniach. - Jeśli się przez ten czas wyrobicie, to szlaban będzie trwał krócej. Jeśli nie, będziecie sprzątać tak długo, aż nie skończycie.
- Pani Profesor, przecież tam jest sprzątania na dwa miesiące! - oczy Marleny niemal wypełniły się łzami.
- Jak się zorganizujecie, to zrobicie to w dwa tygodnie, radziłabym zacząć od teraz, macie dużo roboty. - McGonagall uśmiechnęła się pokrzepiająco i wstała z krzesła.
- A jeśli skończymy wcześniej? - spytał Black z cwanym wyrazem twarzy.
- To znajdziemy Wam inne zajęcie. Właśnie coś sobie przypomniałam, poproszę o Wasze różdżki. - opiekunka po kolei podchodziła do każdego i konfiskowała magiczne przyrządy. Zatrzymała się na chwilę przy Emily. - Tak ubrana przyszłaś na szlaban?
- Tak.
- Następnym razem radzę ubrać się praktycznie. Po dzisiejszym wieczorze to będzie do niczego. Rozumiem, że chcesz ładnie wyglądać, ale na karę wszystkich obowiązują takie same zasady. Jutro widzę Cię w adekwatnym do sytuacji stroju.
- Dobrze. Przepraszam. - szepnęła Addams i prychnęła niezauważalnie. Zdenerwowało ją to, że wychowawczyni traktowała ją, jak pustą lalę, nie po raz pierwszy, zresztą.
- Dziękujemy, Pani Profesor. - powiedziała Lily, która nieco złagodniała.
- To do pracy!

Obserwatorzy